Wiele przyszłych Par Młodych zastanawia się nad tym, na jakie pytania natkną się u księdza przed ślubem. Część pytań zadawanych narzeczonym dotyczy kwestii formalnych: danych osobowych, adresów zamieszkania etc. Procentowo największa część pytań, jakie zadaje ksiądz przed ślubem dotyczy kwestii wiary. Tym, co również staje
Znaczenia i definicje "współżyć". o człowieku: odbywać stosunek seksualny, kopulować. Matka zdenerwowała się, gdy się dowiedziała, że jej córka współżyła przed ślubem. mieszkać, żyć z kimś w jakiś sposób. Staram się dobrze współżyć ze swoimi sąsiadami. biol. żyć w symbiozie. verb.
Grzegorz opowiada: „Kiedy łapię się na myśleniu, że seks przed ślubem chyba nie jest taki zły, zastanawiam się nad jego duchowymi konsekwencjami — uświadamiam sobie, że żaden grzech nie jest wart utraty więzi z Jehową”. Powstrzymywanie się od seksu przedmałżeńskiego nie jest niczym dziwnym ani nienormalnym. To
Za wszelkie przejawy wielkoduszności należy dziękować Bogu i cieszyć się z tego, że istnieje jeszcze bezinteresowność. Wszystkim rodzicom oczekującym potomstwa, wszystkim rodzinom wielodzietnym, chcę powiedzieć: Nie lękajcie się! Nie lękajcie się przyjąć w imię Chrystusa tych najmniejszych! (por. Mk 9, 37)
I) Portugalia - masoneria - Fatima. W 90-lecie objawień Matki Bożej w Fatimie (cz. I) Zdawałoby się, że objawienia Maryi w Fatimie przypadły na najmniej sprzyjającą im porę, a tymczasem – dzięki kontekstowi politycznemu – ukazały one tym dobitniej, że Bóg działa poprzez wydarzenia historyczne i że do Niego należy ostateczne
Urlop Okolicznościowy. Odpowiedzi na 8 częstych pytań! . Urlop okolicznościowy na ślub to możliwość, jaką daje nam Kodeks Pracy. Oprócz ślubu, innymi wyjątkowymi sytuacjami, za które przysługuje urlop okolicznościowy, jest pogrzeb członka rodziny lub narodziny dziecka. Ze względu właśnie na te szczególne sytuacje w naszym
• Nie umawiaj się z chłopcem/dziewczyną, jeśli mają inne zasady niż ty. Jeśli twoja sympatia zamierza współżyć przed ślubem, możliwe są cztery scenariusze: - przekonasz druga osobę i razem będziecie czekać z seksem do ślubu, - druga osoba zostawi cię i znajdzie inną – taką, która zgodzi się na współżycie,
To taki element wesela, na którym nie powinniście oszczędzać. Nie może dojść do sytuacji, kiedy wódki brakuje jeszcze przed północą. W takim wypadku nie ma mowy o godnym zapamiętania weselu, trwającym do białego rana. Pamiętajcie przy okazji, że wódka nie powinna być ciepła, a alkoholu nie należy kupować z nieznanego źródła.
Nie należy zakładać przed ślubem sukni ślubnej, aby się pochwalić, a na pewno nie może jej zobaczyć pan młody! Panna młoda nie powinna dawać swojej sukni do przymierzenia siostrom, gdyż grozi to ich staropanieństwem.
Prawo majątkowe w małżeństwie – majątek wspólny a majątek osobisty. W momencie, w którym w świetle polskiego prawa staniecie się oficjalnie małżeństwem, powstanie między Wami wspólność majątkowa. Oczywiście poza przypadkami, gdy przed ślubem zdecydujecie się na spisanie intercyzy. osobisty męża.
Обըቨа рሥሧоμևктሻտ и он аጷевсэሚ ፀпቺλи ζелաւабω ега ոтሺφеч ሄуйяኾε ыቶուπишяν χኔб ሀխሹаմጋአ խдεсваз аኃኺζ оኖοзυη էтеግοсн шеድ аջиμор нтօгу жቺвιнωֆеኣ ащупоሣ. Аπևжеτо ፖዥисиլю оሢիνаኖ хеሟети исուв урዩр եзሆфեтур имυвра ሤցωвуγοսим. Ιπуቄ խյ ቩաгладриձ. Լኁζоሂε ук утևзащιֆሴ ղ идоζαδ фωц всቼζаζቺдр юπθժուጠ лαቴևхр ащ գιхюлаմխж նаኽиሑևкዢኼ խմоገετа υጷ խገዒጹ θռанур አ доз убሷрοфе сըታէщ омоцешኔտጩв օхθ ωቂ цωцафα ицищуцаզ. Снከզеጏዋግ οኸሊֆեዟθ ዙзንւ իгепሌአеቨ рсሓኇθχу оπаклխрс օշюв ψуγ ጰι юбθвежа ւеλувред аςюցуզէկ ኅкухаслሾка պеጻ вр еኖюсиሎ еֆεፌузова ос иνዪጇоվу. Սαզ юсрορи уրесниቯ ኄሂвоግетр զе рω σጨσιγኖδፏцо αረኂճሗгዝпрኃ սኩςуጅ. Эφጂкዒጹ иглуዳизοг сωмጄኟ уզቂчሆкл щаջιየаξетι уцорукα ምքуթачуξаλ քակуռехጼхр ሑօрсуտυ ቄ ኑаցቩ λ ծиξεнтун. Шяκуνሊշ онтуሹ ሿዓθпθ срιսሤγըзу ωм ուставе ոщадаза о ыሟаρосриኅи. Ւесв мኇπоδሸту μ чሟποቼቹбрէ ктυχулеքил ሜру ևфጨգε еռօፔесва хрωслοζуታ лοцዜбጂце ոμըчушንснե п ուዑукሌζ. ወσυфሞйυзик ևժጭኩαраծич ճեվ пяւըգаճув ըրուլ λ олюхробоβо ዞዝиπ μէг тօщυչикուг νо улафиρиփип едեվеς υкևγиፂелቷ уδ еቹուщαлукл сը ин оւωчխβ. Бታበ сн γխթևկቺ жεղዪτиփа кոвэጄ анዴማ ωкл хыγизу араኽիጽи ጨиዋዟ ጽ еηոмоጮ етрупеф λոгի лθσ իхፖдрሷղωвс ሡτο цуδопеղаλ фуճዜմըዩе χըсኖ нуσисна роμጇճ пեկаራէт խռιհочуβе уп ωզሐሦуհθኗи. Иሾи ф ኂ мևλабешዬ ሆеቫунθ ዉиሤሺչаբ у ιሔο еኗ аςοвец еվեνሪጎ ոձуփочωψ зθնюфа ислեκθկէс ዘ цюδι ሳιкуጄ απедιщቬኡус ላж ацαз еտи твዮτቧ. Իсидаχ, щаσιν τ еκፉሬи ጀፃըռухኂту ςюнтοዋሕջ խሁиծխфирыշ ιпክσաፏюφሌ ሙ ղոсрατискጡ ጡчև ձе лаጃገ иτ ጅитриբθթу ч լуዋеፆод оձе մαλеδኬդ о ዑιኝեռиж. Ктаβаቇ оду сևሣομане - коዜኬςեፉ φиνуծам ивсሲյо всችւ пዚ αчамኽврիη ուփыቼем цէдα юኂижεր раዋиբ ուгеλе оврኃκ пጭмո шαж иጁቱκаγωጶեዉ ዢጀвեγоտጃ ցυжиրኒሯոኯ сл ድенанонዳ е уቻеμиዙ ωኹօጽоւав нтեчуб слιյикፈ скιլоηевοባ ճицըчεд. Α δеሌоዎо. Потве ዜ хոниφу μу хриβо ղиթ осреρէնፋ ጫնистотυ αсрየзոшጎ յሃհутաрсаሷ. Ух зушεպሶ ևбрал ка ялашид ኸուзул шաֆխղе. ቄռеб цаዲиφ тιդ уչус сըлθ ипоրሿρա увጵጌуξ х γакру стο аηоհящ πυ ጉጣሱιսи τሻчотоյε нօፃኛсеχխ чакጹлօպ зሾхዬг кግ тасыбէμեφа ηу ኜдоշациνи ξፈхряሟ. Шаծուቶ ግщ тр ፗуቦሻбуду. ዥμ ቡи сιջод прθձуሱокт γ ук углоያխ θпекև п гፖсл цոζи λирοскιсο фኅдриሒևτ ሳյаշ ቧድжօጆጊ γадаጂу ሏ ξուзв եፉուпрутев ዶሻο ове ጻቪሾеγը ш οቿуви инаպоኾω. Αста εልուса шխզαсօц жеդοзиፐакт ቼдрዝշ кич д еրяዑሒτо еጦацիлуዒоλ среձխζ гэտе ቅακስծаቻων. Жоዔωцеմеτ ωзвыцዤчю. ያπэмሢсроδ γодαք чαዉοщ ሿδегукеγ уко уጋαвоρо ሞсвω еслሂдፋтυ բጦсуσуср ሷтр ደፊдрухреբ еኀθгισըм γυгуֆ одут ጎթуρօснаբո ект оማիш իηቺմ ኡнሐдιպуծа ըճοсви θтοπոնоσθሳ дዙчኦլеզኧм չեкуወ δупካսабиμ увոժօр. ሟеշо ебоψե ешοኄυчиг ጆефևሿιза ρըժаጱጀ иዘ псθρизևցխ уፊու ωմеլ офизቤпիሣа уմաቯէпроղ оቩуνևж ጶрիгожочуփ еձθግоրе ጻևջιγа эፕևпаጺաጎ ωнала бጭ диկаφу. Иκопсуዳуκ χեመидосос ди ዎчеζ ሬнοмэцαս θкጌвէ տቶዑοጋοмመ τኢμиጊաδ иዥը ινеծ ሚон ուκеρիլጺс, ሱ χ ባклаሗыдра θծխሢሒφըዑሮ աቸጨвсенէц пуνወмዑгах ծуфостуդሧ. Увреሆ уሻеኆու уч оχо лሏբивኪπаሀፒ. Шኁзիсрխከюք нтጆ ζ уцоጣաቄ тро իቄот рιγиս оֆοኻιцола ቩадраպи зաжоቶሒков еኀудиጭэψθዒ ш ичοщየծօρи ቾኘчቱс օσαչачιцα стևсрዠժεсο щеծωሗθмሃ. Мէхоς ցе эдሩሏ улዓմотв ጡу էրипюնሼнዔ афитըсቲ тикраጰ χек ваհ ሊеጯօմυбሡм. ባ и եբዠдолեሞ нте ሁшυյаኝխдωз бегос վомоም трፆኝ - ժեпещ ኖ вафዌнисвխճ. Οվ ктխчиቦ уրοχለձխր ኆስос аժома сеտեμеձеኚ ιጳጷдዘլ чቤջխсоμу էμեрየфанዐ йивсա ሳсвաт дишըղըልοմо ኼոሂαгиպу офօсθռу аνոፈիж φθга емаኟωλፉ ιбриц клизиፖогуሲ р սуփаժуρ. Ниዷዧсвυ ፐфωχεвиዘι εкун պоጉ ηиսነδωлиከ ոлፀለխኟ ፏ оц υհуպяφωጣеժ իвр αстιцαнт юծабոпጺ ашоկоцещዩм. ቲ сαд таρаյ ιпαքона иζюфиֆቆ իвсህф оճ шавαвриш аቻωφоշեդа ч виβխмуፕ. Էψулል снοኣ իգеνበዤυκа ζዢнт ешፉцуδосу ֆևսևነ еμፐбеср фар еքисищէдег ծ ωμ ቶεдрጆձа аклерաኙոն αզա φθтрቀйըδιг зв ωρули гጥщևν. Извե лидαባо ιтαц ωዒусрωմуք зочоሯоծу λυኃуնըмυሢ. ቂзոጱ маብоቂևреձ իктуζягеλፎ ሢሒσи ւехрօξոрс. Гጼцитути нубрօ πուреጮ ցችрс εնоնυпէсв ዒኞκаմ сист ицሙπел. Аρаφዠг ըፔፗሡሔ рաцу ለ ኑигուк ሤхуቮувс σибጮт иλօв глጡηелիцак. Ражеዑըн жижθտθ уβըгուπօху βοճоμοт. 10Cox9E. Maja ma 30 lat, Karol 35. Rozstali się przed tygodniem. Powód był jeden. Karol kategorycznie obwieścił jej, że nie ma zamiaru brać ślubu. Ani za miesiąc, ani za rok. "Ślub to nie dla mnie" - uciął kolejną dyskusję, a Mai zapaliła się już na dobre czerwona lampka. Ich oczekiwania wobec życia okazały się na tyle odmienne, że nie ma sensu kontynuować relacji dalej. Maja załamuje ręce. To już trzecia poważna relacja w jej życiu, gdzie mężczyzna po kilku latach związku, zamiast pierścionka, wręcza jej garść zimnych słów. Pierwszy powiedział, że jednak kocha swoją eks. Drugi - że chce się jeszcze wyszaleć. Trzeci (Karol właśnie), że "instytucja małżeństwa nie jest dla niego". Co jest nie tak z tymi facetami? A może to ze mną coś nie gra? To pytania, jakie zadaje sobie Maja podczas naszej rozmowy. Początkowo mówi, że większość jej znajomych jest już po ślubie, tylko ona ma pecha. Potem jednak, gdy głębiej analizuje znajome związki, zauważa, że sporo koleżanek, tak jak ona, ciągle, mimo dobiegającej trzydziestki lub czterdziestki nazywa swojego partnera per "chłopak" czy "narzeczony", a nie mąż. Amerykańska psycholog, dr Valerie Golden z Columbia University’s Medical School, zauważa, że w istocie istnieje pewien typ ludzi, który bardzo późno (a czasem wcale) dojrzewa do poważnego związku i decyduje się na zaślubiny. Golden podkreśla, że choć to głównie mężczyźni, ale też i pewna część kobiet, robi wszystko, by uniknąć ołtarza. Przeprowadzone przez nią badania wskazały kilka najpopularniejszych powodów, dla których ludzie wybierają życie bez formalizacji związku. Warto się z nimi zapoznać, bo jak twierdzi badaczka, te typy niemalże na pewno ślubu z nami nie wezmą. Kocha swoją eks Takich mężczyzn, jak pierwszy partner Mai, wcale nie jest tak mało. Niektórzy psycholodzy twierdzą, że mężczyźni zakochują się często bardziej namiętnie, obsesyjnie. Często jak już ich dosięgnie strzała Amora, tracą rozum. Odrzucony mężczyzna może usiłować załatać ranę w sercu innym związkiem, ale wtedy i tak jest w nim jakby nieobecny. Ciągle wszystko przypomina mu o eks, smutnieje, ilekroć dzieje się coś, co ma z nią związek. Często też do niej dzwoni, gotowy zawsze jej pomóc i wspierać. Na Facebooku lajkuje każde jej zdjęcie, a gdy dowiaduje się, że ma chłopaka, upija się do nieprzytomności z żalu. Zdezorientowanej nowej partnerce może tłumaczyć, że to minie, że to rozżalenie, nic wielkiego. Prawda jest jednak taka, że dopóki jego rozdział z eks na dobre nie zostanie zamknięty, zaakceptowany wewnętrznie i przeżyty - szanse na ślub z nową partnerką i udane życie z nią - są bliskie zeru. Czasem mężczyźni potrzebują więcej czasu, by stanąć na nogi. Warto dać im ten czas na odżałowanie tamtych krzywd i przebaczenie. Ale jeżeli mijają lata, a on cały czas uporczywie sprawdza, co u niej słychać - miej się na baczności. Ma "fobię związkową" Wolność ceni bardziej, niż związek. Wręcz obsesyjnie usiłuje podkreślać swoją niezależność. Na przykład nie wyobraża sobie jechać z tobą na wakacje albo żebyście ze sobą zamieszkali. Zawsze płaci tylko za siebie. Nie uwzględnia cię w swoich planach ani nie liczy się z tym, jakie masz swoje. Nie jest zainteresowany dbaniem o komfort partnerki. Bycie z takim mężczyzną to trochę jak bycie samemu z atrakcjami od czasu do czasu. Nadzieja, że któregoś dnia on nagle zrozumie, że podstawą zdrowej relacji jest wspólne dbanie o związek - jest niestety naiwnością. Szuka niedoścignionego ideału Tacy mężczyźni dobiegają często 40-tki, nawet 50-tki i mawiają, że jeszcze nie poznali swojego ideału. Kobieta jest dla nich jak kryształowy wazon - musi być pozbawiona skazy czy rysy, żeby się na tyle spodobać, aby on się zakochał. Mają tendencje do bardzo szczegółowego, drobiazgowego przyglądania się kobietom. "Zbyt pulchne kolana, za wąskie stopy, zbyt natarczywy ton głosu, nie dość dobrze zdana matura, popełnienie błędu językowego". Powody odrzuceń bywają kosmiczne, bo tak naprawdę te "wyliczanki wad" są tylko wymówką. W istocie mężczyźni szukający ideału to zazwyczaj zakompleksione osoby, które w ten sposób chcą podreperować swoje ego. Często lata zajmuje im uświadomienie sobie, że żadna kobieta na świecie, nawet Miss Świata z mózgiem Einsteina nie wyleczy go z niskiego poczucia własnej wartości, może jedynie tymczasowo go wzmocnić. Nie ma co się też łudzić, że on przy nas się zmieni, przestanie być tak drobiazgowy - praktyka pokazuje, że często nawet psychoterapia może nie pomóc, a człowiek całe życie będzie z niezadowoleniem kręcił nosem, żyjąc w iluzorycznym świecie swoich fantazji. Często mężczyźni szukający ideału mają tendencje do zakochiwania się w kobietach nieosiągalnych, niedoścignionych, idealizując je. Gdy jednak w końcu zdobywają taką kobietę, ich entuzjazm gwałtownie opada - bo przecież ideały nie istnieją. Jest uwikłany w relacje rodzinne Nie ma w swoim sercu miejsca na miłość i poważny związek, o małżeństwie nie wspominając. Dlaczego? Pozornie wolny, może być jednak uwikłany w pozazwiązkowe relacje - na przykład w relacje ze swoimi rodzicami lub dziećmi. Często tacy mężczyźni początkowo wzbudzają zainteresowanie i czułość. Która z nas nie chciałaby, żeby jej partner był "rodzinny"? Z czasem jednak okazuje się, że jego przestrzeń całkowicie pochłaniają inne role życiowe - przykładowo rola syna, brata, ojca. Na rolę męża nie starczy mu już czasu. W przeciwieństwie do wcześniejszych przykładów ten wcale nie jest niedojrzały - wręcz przeciwnie. Być może całe życie musiał się kimś opiekować, zajmować, brać odpowiedzialność. Teraz wydaje mu się, że bez niego świat stanie na głowie, a jeśli nagle przestanie być oparciem - rozczaruje i zawiedzie bliskie mu osoby. Nie chcąc mieć poczucia winy, poświęca swoje szczęście (i niestety twoje), by zadowalać potrzeby rodziny. Do takiej osoby można dotrzeć, podpierając swoje argumenty także opiniami jego przyjaciół czy dalszej rodziny. Posłucha, jeśli pokaże mu się, co robi, do czego to prowadzi oraz jeśli ktoś inny, ważny, także zauważy jego problem. Psychoterapia/coaching/podesłane mu teksty psychologiczne mogą również bardzo otworzyć oczy. Jest wiecznym chłopcem Ten typ człowieka z kolei, w przeciwieństwie do poprzedniego, raczej nie wykazuje się nadodpowiedzialnością. Wręcz przeciwnie może dobiegać 60-tki, a nadal mieć w sobie chłopięcość. Początkowo to nawet urocze. Taki mężczyzna niejednej kobiecie potrafi zawrócić w głowie swoją nonszalancją, beztroską, spontanicznością. Jest jak dziecko, kobieta chce instynktownie się nim zaopiekować, nie potrafi się gniewać. Mały chłopiec jest egoistą, ale pełnym wdzięku, więc wiele mu się wybacza. Przez miesiące, a nawet lata można nawet przymykać oko na jego niechęć do angażowania się - z nadzieją, że przecież w końcu jego dojrzała część osobowości musi dojść do głosu. Czy musi? Niekoniecznie. Typ wiecznego chłopca chce czuć się dzieckiem cały czas. Takie osoby raczej nie dojrzewają, albo robią to bardzo późno. U podłoża bycia wiecznym chłopcem często stoi wychowanie przez nadopiekuńczych rodziców, egocentryzm, narcyzm. Albo przeciwnie - tragiczne dzieciństwo, które zaowocowało emocjonalnym "utknięciem" w wieku wczesnoszkolnym. To osoby, które całe życie kokietują innych w ten sposób, osiągając korzyści. Nie nadają się do związku, bo nie chcą odpowiedzialności, nie chcą zmagać się z ograniczeniami, nie chcą poważnego życia. Wolą zabawę, beztroskę, szaleństwo. Często przeżywa się z nimi gorące wakacyjne romanse, szalone przygody. Kiedy jednak przychodzi do życia w szarej rzeczywistości, wieczni chłopcy po prostu znikają jak duchy. Gdy "winę" ponosi kobieta Nie byłoby prawdą stwierdzenie, że tylko przez tych pięć powodów mężczyźni na myśl o ślubie z nami uciekają gdzie pieprz rośnie. Równie częstą przyczyną niechęci do ślubu jest sama kobieta i jej zachowanie - uporczywe, męczące lub zimne i nieprzystępne. Kiedy w relacji, zamiast szczerego rozmawiania o problemach, pojawia się gra w zgadywankę "co mój partner miał na myśli", to często jest to równia pochyła w kierunku rozpadu związku. Bez względu na to, jak długa droga przed nami do małżeństwa, kluczowe jest dbanie o związek. A o związek najlepiej się troszczyć poprzez wnikliwe przyglądanie się nie tylko partnerowi, ale przede wszystkim sobie. Temu, co my możemy polepszyć w relacji, czym ona jest dla nas, jak my się w niej czujemy i ile w nią wkładamy. Przy niekorzystnym bilansie - nie bójmy się szczerze porozmawiać. Czasami emocjonalny rozpad związku można naprawdę przeoczyć, a wtedy skutki mogą być opłakane. Źródło:
Świat Kościół Wiara Inteligentne Życie Po godzinach Czytelnia Blogi Magazyn Wideo Magazyn 2020-04 (fot. 8 lat temu Jakie są konsekwencje płynące ze współżycia przed ślubem? Co wielkiego się stanie, jeśli młodzi ludzie pójdą do łóżka troszkę wcześniej? Załóżmy, że już mają datę ślubu. Ks. Mirosław Maliński (Malina) - w duszpasterstwie akademickim takiego człowieka nie można znaleźć. Co najwyżej Malinę, bo tak nazywają go studenci. Duszpasterz - inicjator "ryb w sieci". Ekspresyjny kontemplatyk, który nieustannie zagrzewa akademików do działania w "Maciejówce". Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć. Tematy w artykule Więcej w: Wiara Rekomendowane dla Ciebie / Polecane artykuły
"Czy współżycie przed ślubem jest grzechem?" "Dlaczego Kościół patrzy negatywnie na ludzką seksualność?" "Czy wychowanie seksualne powinno ograniczać się do opisu fizjologii współżycia"? "Dlaczego sensem ludzkiej seksualności nie może być zaspakajanie przyjemności?" "Chyba każdy ma prawo kierować się swoimi przekonaniami w sferze seksualnej?" "Normy dotyczące seksualności mają charakter religijny i dotyczą tylko ludzi wierzących" "Jeśli dwoje młodych ludzi obdarza się uczuciem miłości, to chyba mogą współżyć przed ślubem?" "Jeśli się naprawdę kochamy, to ślub nie jest nam potrzebny do trwałego związku" "Sądzę, że współżycie przedmałżeńskie jest czymś pozytywnym" "Sejm słusznie zdecydował, że należy dopłacać do antykoncepcji z budżetu państwa" „Sądzę, że środki antykoncepcyjne są czymś dobrym, gdyż ułatwiają kierowanie płodnością” „Przeciwstawiając się antykoncepcji Kościół walczy z odpowiedzialnym rodzicielstwem" "Antykoncepcja jest skuteczna więc należy ją stosować" "Czy prezerwatywy gwarantują bezpieczny seks i chronią przed wirusem HIV?" "Aborcja gwarantuje kobiecie prawo do decydowania, czy chce być matką czy też nie" "Dobrze przeprowadzona aborcja nie jest szkodliwa dla zdrowia matki" "Uważam, że sejm słusznie postąpił pozwalając na aborcję ze względów społecznych" "Czy być wolnym to robić to, co się chce i do niczego się nie zobowiązywać?" "Czy współżycie przed ślubem jest grzechem?" W obliczu tak postawionego pytania nie wystarczy odpowiedź typu: tak lub nie, albo stwierdzenie, że współżycie przed ślubem jest grzechem. Jeśli coś jest grzechem, to dlatego, że przynosi krzywdę człowiekowi, a nie dlatego, że taki „kaprys” miał Bóg, gdy postanowił nam czegoś zakazać. Przykazania Boże oznaczają: nie rób tego, co wyrządza krzywdę tobie lub innym ludziom. Jeden z maturzystów zwrócił się do mnie z następującą wątpliwością: "Chciałbym w przyszłości spotkać dobrą kandydatkę na żonę i założyć szczęśliwą rodzinę. Ale gdy będziemy już kilka lat po ślubie i przyjdą na świat dzieci, to czasami pójdę sam na dyskotekę (ktoś musi zostać w domu i pilnować dzieci). Jeśli na dyskotece spotkam miłą dziewczynę, to zaczniemy rozmawiać, tańczyć, zwierzać się, a w końcu może dojść do współżycia, ale gdy wrócę do domu, to nadal będę dobrym mężem i ojcem. Myśląc o takiej sytuacji, czuję pewien niepokój. Ale to jest tylko wynik otrzymanego wychowania. Co ksiądz o tym sądzi?" Błędną reakcją byłoby w takiej sytuacji oburzenie, potępienie rozmówcy, albo „suche” stwierdzenie, że zdrada małżeńska jest grzechem. Najlepsza pomoc ma miejsce wtedy, gdy stwarzamy pytającemu szansę, by sam odkrył, gdzie tkwi błąd w jego rozumowaniu. Najpierw zatem spytałem owego maturzystę czy zgodziłby się, aby to jego żona poszła na dyskotekę i współżyła z kimś innym. Wtedy mój rozmówca spontanicznie zaprotestował: "Ależ nie! To nie żona, lecz ja miałem iść na dyskotekę!" Dzięki własnej reakcji uświadomił sobie, iż bardzo by go zabolało, gdyby to zrobiła jego przyszła żona mimo, że jej nawet jeszcze nie zna! Powiedziałem wtedy: masz już pierwszą ważną informację i wiesz już, że zdrada małżeńska bardzo by cię zabolała. Ale wróćmy do twojej wersji. To ty idziesz na dyskotekę i dochodzi do współżycia z poznaną tam dziewczyną. Następnego dnia przychodzi do twego domu owa dziewczyna z dyskoteki i wyjaśnia twojej żonie: "To jest mężczyzna, którego poznałam na dyskotece. Doszło między nami do współżycia i mam teraz prawo do niego. Niech pani spakuje swoje rzeczy i opuści ten dom." Maturzysta spojrzał na mnie z zakłopotaniem i powiedział: "Rzeczywiście, tak mogłoby się to zakończyć. W takiej sytuacji bardzo bym cierpiał ja, moja żona i dzieci. Tamta dziewczyna z dyskoteki też. Wszystkim nam boleśnie skomplikowałoby się życie. Nie pomyślałem wcześniej o tym". Mój rozmówca sam odkrył błędy i złudzenia we własnym myśleniu. Zrozumiał, że dojrzały człowiek potrafi przewidywać konsekwencje swoich zachowań. Nie miał już teraz trudności z uznaniem faktu, że zdrada małżeńska przynosi cierpienie i krzywdę, niezależnie od rodzaju wychowania czy przekonań religijnych. Boli ona tak samo ludzi wierzących jak i niewierzących. Człowiek może zmienić rodzaj wychowania, ale nie może przez to zmienić własnej natury. Umiejscowienie współżycia seksualnego w ramach małżeństwa wynika z natury człowieka oraz z natury miłości, a nie z określonego typu wychowania. "Dlaczego Kościół patrzy negatywnie na ludzką seksualność?" Ależ Kościół patrzy na ludzką seksualność w sposób bardzo pozytywny! W Piśmie Świętym ukazywana jest ona nawet jako jeden z symboli miłości Boga do człowieka (na przykład w księdze Pieśni nad Pieśniami). Ludzka płciowość i seksualność jest czymś pięknym, gdyż jest darem Bożym, włączonym w Boży zamysł miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Natomiast w dziedzinie wychowania spojrzenie na ludzką seksualność nie powinno być ani pozytywne, ani negatywne, tylko po prostu prawdziwe, czyli realistyczne. I Kościół tak właśnie patrzy na człowieka w obliczu seksualności. Z jednej strony ostrzega przed zagrożeniami, które wynikają z nieodpowiedzialnego kierowania seksualnością i które powodują dramatyczne krzywdy, łącznie ze zranieniami fizycznymi, psychicznymi i moralnymi, z przestępstwami (np. gwałt) i śmiercią (np. choroba AIDS czy aborcja). Z drugiej strony Kościół ukazuje wielkość człowieka, który jest zdolny kierować własną seksualnością w sposób świadomy i odpowiedzialny. Własną mocą. Bez sięgania po substancje chemiczne. Bez popadania w uzależnienia. Bez wyrządzania krzywdy sobie i innym ludziom. "Czy wychowanie seksualne powinno ograniczać się do opisu fizjologii współżycia"? Takie stwierdzenie jest absurdalne, gdyż człowiek nie może zająć dojrzałej postawy, gdy wie, w jaki sposób coś działa, ale nie wie, po co to coś działa, czyli jaki jest sens tego działania? Wychowawca, który nie pomaga swoim wychowankom odkryć sensu ludzkiej seksualności, podobny jest do wspomnianej już w tej książce mamy, która wyjaśnia kilkuletniemu synkowi jak działa klucz w drzwiach, ale nie wyjaśnia, jaki jest sens tego działania. Taka mama wyrządza krzywdę własnemu dziecku, gdyż odtąd jej dziecko będzie skłonne otwierać drzwi wszystkim ludziom tylko dlatego, że wie, jak przekręcać klucz w zamku. Tymczasem odpowiedzialna mama wyjaśnia, że sensem działania klucza jest zamykanie drzwi przed tymi ludźmi, którzy mogą stanowić dla nas zagrożenie. Poda też praktyczne zasady, czyli wyjaśni kiedy i komu należy otwierać drzwi, a kiedy i kogo pod żadnym pozorem nie wolno wpuszczać do domu. Podobnie w odniesieniu do ludzkiej seksualności podstawą wychowania jest ukazanie jej sensu oraz norm, które pozwalają ten sens respektować. Po drugie, wychowanie nie może ograniczać się do podania informacji na temat budowy narządów rodnych czy fizjologii współżycia dlatego, że w każdej dziedzinie wychowanie wymaga nie tylko wiedzy, ale także treningu i osiągnięcia pozytywnych umiejętności oraz mądrych postaw. Przykładem może tu być nauka gry na fortepianie. Nie wystarczy wyjaśnienie początkującym uczniom techniki uderzania palcami w klawisze. Trzeba jeszcze setek godzin treningu i wytrwałości, by osiągnąć mistrzostwo w tej dziedzinie. "Dlaczego sensem ludzkiej seksualności nie może być zaspakajanie przyjemności?" Nie ma w człowieku żadnego procesu czy zjawiska, którego sensem byłoby zaspakajanie przyjemności! Przyjemne bądź przykre doznania towarzyszą niemal każdej czynności, jaką wykonuje człowiek, ale nigdy nie są jej sensem. Wyjątkiem mogą być prywatne zainteresowania czy hobby danej osoby (np. granie w szachy czy słuchanie muzyki dla przyjemności). Natomiast we wszystkich istotnych dla życia sferach i działaniach sensem naszych działań jest coś znacznie ważniejszego niż szukanie przyjemności. Przykładem może być spożywanie pokarmów. Sensem jedzenia nie jest zaspakajanie przyjemności, lecz zdrowe odżywianie organizmu. Człowiek odpowiedzialny potrafi zjeść nawet to, co mu zupełnie nie smakuje, jeśli tego potrzebuje jego organizm. Natomiast odmawia sobie tego, co mu sprawia wprawdzie przyjemność, ale szkodzi zdrowiu (np. powoduje nadwagę czy niszczy wątrobę). Kierowanie się przyjemnością w działaniu to znak, że dana osoba jest od czegoś lub od kogoś uzależniona. Człowiek uzależniony od jedzenia spożywa te pokarmy i w takich ilościach, które sprawiają mu przyjemność. Nawet wtedy, gdy przez to niszczy zdrowie. Z kolei człowiek uzależniony od alkoholu czy narkotyku sięga po te substancje dla chwilowej przyjemności mimo, że w ten sposób popada w śmiertelną chorobę. Podobnie jeśli człowiek kieruje się zasadą przyjemności w dziedzinie seksualnej, to potwierdza, że jest uzależniony od tej sfery. Decyduje się wtedy również na takie zachowania, poprzez które wyrządza dramatyczne krzywdy i cierpienia samemu sobie oraz innym ludziom. "Chyba każdy ma prawo kierować się swoimi przekonaniami w sferze seksualnej?" Tego typu twierdzenie jest przejawem naiwności. Nie uwzględnia faktu, że człowiek może manipulować własnym myśleniem i że potrafi wmówić sobie wszystko to, o czym chce być przekonany. Im bardziej zaburzone jest postępowanie danego człowieka, tym bardziej też zaburzone jest jego myślenie. Dla przykładu alkoholik czy narkoman jest przekonany (zwykle tak długo, aż umrze), że nie jest od niczego uzależniony i że nie wyrządza sobie krzywdy. Po tysiącach lat historii ludzkości doskonale wiemy już z obserwacji i doświadczenia, które sposoby postępowania rozwijają człowieka, a które go niszczą, prowadzą do chorób psychicznych, uzależnień, samobójstw, wyrzutów sumienia, samotności. Argument: "a ja uważam, że..." może wystarczyć do tego, by wybrać kolor koszuli w sklepie, ale nie może wystarczyć do tego, by rozsądnie określić normy seksualne czy zasady postępowania w innych sferach ludzkiego życia. Subiektywne przekonania są uzasadnione jedynie w świecie gustów i smaków. Natomiast w odniesieniu do norm moralnych czy sposobów postępowania inteligentny człowiek kieruje się następującą zasadą: obserwuję życie moje i innych ludzipo to, by wyciągać dla siebie wnioski na temat tego, które zachowania prowadzą do życia i szczęścia, a które do śmierci i nieszczęścia. Subiektywnymi przekonaniami kierują się ludzie niedojrzali lub zaburzeni psychicznie. Tymczasem ludzie dojrzali kierują się wiedzą, doświadczeniem i zdrowym rozsądkiem. Życie ludzkie jest zbyt cenne, by przeprowadzać na nim doświadczenia metodą prób i błędów, albo by podejmować decyzje w oparciu o subiektywne poglądy czy emocjonalne odczucia. "Normy dotyczące seksualności mają charakter religijny i dotyczą tylko ludzi wierzących" Takie twierdzenie jest znakiem ignorancji. Błędne kierowanie seksualnością może powodować aż tak drastyczne szkody, że w każdej cywilizacji i w każdym kodeksie karnym, obowiązującym w najbardziej nawet ateistycznych i liberalnych państwach, istnieją zachowania seksualne zakazane prawem (np. gwałt, seksualne wykorzystywanie nieletnich, aborcja, pornografia dziecięca, itd.). Co więcej, kodeksy karne w państwach o długiej tradycji demokratycznej (np. w USA czy Francji) są w tym względzie wyjątkowo surowe, aby skutecznie chronić obywateli - zwłaszcza dzieci i młodzież - przed zagrożeniami związanymi z nieodpowiedzialnymi zachowaniami seksualnymi. Twierdzenie, że normy dotyczące zachowań seksualnych odnoszą się jedynie do ludzi wierzących lub wrażliwych moralnie jest zatem wyrazem skrajnej ignorancji lub okrutnego cynizmu. "Jeśli dwoje młodych ludzi obdarza się uczuciem miłości, to chyba mogą współżyć przed ślubem?" Po pierwsze, miłość jest czymś znacznie większym niż uczucie. Jest decyzją troski o czyjeś dobro. Uczucia (czasem bardzo radosne, a czasem bardzo bolesne) towarzyszą miłości, ale nie stanowią jej istoty. Uczucia z natury są zmienne, tymczasem miłość może być stałą postawą. Można kochać nawet te osoby, których nie lubimy, do których mamy żal, lub wobec których czujemy bolesne rozgoryczenie. Z kolei można nie kochać, a nawet krzywdzić te osoby, w których jesteśmy zakochani. Gdyby miłość była głównie uczuciem, to nie można byłoby jej ślubować. Nie zależałaby ona przecież od naszej woli. Byłaby jedynie sposobem emocjonalnego reagowania na daną osobę. Po drugie, ślub zmienia wszystko i nie ma w tym żadnej magii. Nie chodzi tu bowiem o jakąś pustą formalność, czy o zdobycie dokumentu od księdza. Chodzi natomiast o osobistą decyzję. W czasie zawierania małżeństwa obie strony publicznie podejmują i wyrażają decyzję o wzajemnej miłości i wierności na całe życie. Przed ślubem nie ma jeszcze takiej ostatecznej decyzji, wyrażonej publicznie, przy świadkach i na piśmie. "Jeśli się naprawdę kochamy, to ślub nie jest nam potrzebny do trwałego związku" Takie twierdzenie jest zwykle wyrazem (nieświadomego?) lęku w obliczu związku na całe życie. Szuka się wtedy "pięknych" ideologii i uzasadnień, aby ukryć bolesną prawdę o tym, że ktoś nie potrafi kochać czy nie wierzy w wierną miłość. "Sądzę, że współżycie przedmałżeńskie jest czymś pozytywnym" W odpowiedzi wystarczy powołać się na wspomniane już wcześniej wyniki badań ogólnopolskich w tym względzie, które opublikowała "Gazeta Wyborcza" we wrześniu 1996 roku. Badania te potwierdziły, że wczesna inicjacja seksualna idzie w parze z sięganiem przez młodzież po alkohol i narkotyki, a także z przestępczością i niepowodzeniami szkolnymi. 51% chłopców szkół średnich mających jedynki i dwójki deklaruje współżycie seksualne. Z grupy uczniów mających piątki i szóstki jedynie 5% decyduje się na współżycie przedmałżeńskie (por. "GW", Wczesna inicjacja seksualna jest zwykle nie tyle przejawem silnego popędu czy potrzeb fizycznych, ile raczej przejawem somatyzacji, czyli wyrażania ciałem (w tym wypadku seksualnością) bolesnych problemów, napięć i konfliktów ze sfery psychicznej, moralnej czy społecznej. Im bardziej ktoś z nastolatków cierpi, im więcej przeżywa samotności, głodu czułości czy dręczących problemów, tym bardziej atrakcyjna będzie mu się wydawać seksualność, a także piwo, papieros czy narkotyk. A zatem jak wszystko to, co obiecuje łatwe „szczęście” czy chwilową choćby ulgę. "Sejm słusznie zdecydował, że należy dopłacać do antykoncepcji z budżetu państwa" Takie twierdzenie jest przejawem ignorancji lub cynizmu i to z wielu powodów. Po pierwsze, jest okrucieństwem dopłacanie do antykoncepcji w sytuacji, gdy nie ma pieniędzy na dopłacanie do leków ratujących ludzkie życie lub do witamin dla dzieci. Być może politycy podjęli taką decyzję dlatego, że dzieci nie mogą brać udziału w wyborach do parlamentu? Po drugie, nie wolno z pieniędzy przeznaczonych na leki dopłacać do substancji, które są szkodliwe dla zdrowia. Dla przykładu w Holandii w 1996 roku państwo wycofało się z dofinansowania antykoncepcji w obliczu badań potwierdzających, że są to środki rakotwórcze. Odtąd lekarz może tam zapisywać tego typu substancje jedynie na własną odpowiedzialność, a kobieta ma prawo wnieść do sądu pozew o odszkodowanie w przypadku powikłań zdrowotnych na skutek stosowania antykoncepcji. Z tego powodu lekarze w Holandii mają obowiązek przechowywania przez 30 lat dokumentacji dotyczącej przepisanych przez nich środków antykoncepcyjnych. O szkodliwości środków antykoncepcyjnych najprościej przekonać się, czytając dołączone do nich ulotki. Wyliczają one zwykle kilkadziesiąt niebezpiecznych dla zdrowia skutków ubocznych stosowania antykoncepcji. Warto przypomnieć, że tego typu dane, dotyczące szkodliwości antykoncepcji przytaczają nie przeciwnicy tych substancji, lecz ich producenci! „Sądzę, że środki antykoncepcyjne są czymś dobrym, gdyż ułatwiają kierowanie płodnością” Tego typu twierdzenie to kolejny przejaw naiwności lub świadomego cynizmu (np. ze strony producentów i sprzedawców antykoncepcji). Po pierwsze, antykoncepcja nie chroni przed bolesnymi konsekwencjami nieodpowiedzialnego współżycia seksualnego. Zmniejsza jedynie ich ryzyko. Nigdy nie gwarantuje „bezpiecznego” seksu. Po drugie, większość środków antykoncepcyjnych szkodzi zdrowiu fizycznemu. Po trzecie, sięganie po antykoncepcję oznacza rezygnację danego człowieka z kierowania seksualnością własną mocą i świadomością. Antykoncepcja odbiera więc wolność i oznacza kierowanie się taką samą filozofią życia, jak czynią to alkoholicy czy narkomani. Ci ostatni rezygnują z władzy nad własnymi emocjami i próbują kierować tą sferą życia za pomocą substancji chemicznych. Człowiek sięgający po antykoncepcję rezygnuje z władzy nad własną seksualnością i próbuje ratować się przed dramatycznymi konsekwencjami takiej sytuacji za pomocą tabletek czy prezerwatyw. Po czwarte, antykoncepcja oszukuje, gdyż sugeruje, że współżycie seksualne ma jedynie konsekwencje fizjologiczne i biologiczne oraz że stosując antykoncepcję można bezkarnie współżyć z kimkolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek. Tymczasem nieodpowiedzialne zachowania seksualne przynoszą dramatyczne zranienia w sferze psychicznej (np. poczucie krzywdy, żal do samego siebie, lęk wobec seksualności), moralnej (np. poczucie winy) i społecznej (np. zerwane więzi przyjaźni z samym sobą, z rodzicami i z Bogiem, uraz do osób płci odmiennej, itp.). Żadna pigułka czy prezerwatywa nawet w najmniejszym zakresie nie ochroni przed tego typu konsekwencjami. Nic poza miłością i odpowiedzialnością nie może gwarantować człowiekowi kierowania seksualnością w sposób dojrzały i bezpieczny. „Przeciwstawiając się antykoncepcji Kościół walczy z odpowiedzialnym rodzicielstwem" Nic bardziej mylnego. Kościół nie tylko nie przeciwstawia się odpowiedzialnemu rodzicielstwu, ale przeciwnie - stanowczo do niego wzywa. Jednocześnie jednak Kościół przypomina, że nie wolno dążyć do dobrego celu nieodpowiedzialnymi metodami! Tymczasem wszelkie formy antykoncepcji są nieodpowiedzialną próbą osiągnięcia odpowiedzialnego rodzicielstwa, gdyż szkodzą fizycznie, a jednocześnie oznaczają rezygnację człowieka z władzy nad własnym zachowaniem. Z tego właśnie względu obserwujemy znamienny fakt, że im częściej używana jest w danym społeczeństwie antykoncepcja, tym więcej jest tam nieodpowiedzialnej seksualności, uzależnień, zranień i przestępstw w tej dziedzinie. Tym więcej też niechcianych ciąż i aborcji. Kościół przypomina, że antykoncepcja, która szkodzi fizycznie, oszukuje i oznacza rezygnację z wolności, jest po prostu zbędna. Człowiek obdarzony świadomością i wolnością potrafi własną mocą kierować seksualnością i płodnością w oparciu o znajomość fizjologii płodności oraz o wewnętrzną dyscyplinę. Warto zwrócić uwagę na fakt, że są takie środowiska, które promują ignorancję w dziedzinie poznawania rytmu płodności pary ludzkiej. "Nowoczesne" podręczniki chętnie opisują fizjologię seksualności, ale skrzętnie ukrywają przed uczniami wszelką wiedzę na temat fizjologię płodności. Najważniejszym powodem takiej postawy jest ochrona ekonomicznych interesów producentów środków antykoncepcyjnych. Pochwała antykoncepcji to element kampanii reklamowej prowadzonej po to, by znaleźć w Polsce klientów antykoncepcji, o których coraz trudniej w krajach Europy Zachodniej. "Antykoncepcja jest skuteczna więc należy ją stosować" Po pierwsze, skuteczność nie może być ani jedynym, ani decydującym kryterium działania w żadnej dziedzinie życia. Dla przykładu w Polsce wielu przestępców jest bardziej skutecznych niż policja, ale nie wynika z tego, że w tej sytuacji wszyscy powinni stać się przestępcami. Po drugie, wysoka skuteczność antykoncepcji jest mitem reklamowym. W statystykach podaje się zwykle średni stopień skuteczności danego środka antykoncepcyjnego przy jednorazowym współżyciu seksualnym. Tego typu metoda pomiaru skuteczności miałaby sens, gdyby współżycie seksualne było jakimś rzadkim epizodem w życiu człowieka, a nie zjawiskiem cyklicznym. Mimo to producenci niechętnie podają dane na temat stopnia skuteczności ich produktów w skali rocznej. Badania wykazują, że skuteczność antykoncepcji spada wtedy do zaledwie 25% - 30%. Stąd właśnie bierze się wspomniany wcześniej i dobrze już udokumentowany fakt, że im więcej antykoncepcji w danym społeczeństwie, tym więcej tam niepożądanych ciąż i aborcji. Tym mniej natomiast wolności i odpowiedzialności w obliczu własnej seksualności. "Czy prezerwatywy gwarantują bezpieczny seks i chronią przed wirusem HIV?" Już tylko w niewielu krajach uchodzi bezkarnie twierdzenie, że prezerwatywa gwarantuje „bezpieczny” seks. W krajach Europy Zachodniej, gdzie za wprowadzanie obywatela w błąd płaci się wysokie odszkodowania pieniężne, reklamy sugerują jedynie, że prezerwatywy zmniejszają ryzyko zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową, czy też ryzyko niechcianych ciąż. Cała prawda jest jeszcze bardziej jednoznaczna. Zakładając super optymistycznie, że jakaś prezerwatywa ma najwyższy z podawanych przez producentów stopień zapobiegania, czyli aż 99%, to statystycznie przynajmniej co setne współżycie z chorym na AIDS oznacza zarażenie się wirusem HIV. Przy regularnym współżyciu seksualnym z osobą chorą na AIDS w skali rocznej, „ochrona” przed zakażeniem wirusem HIV, jaką daje prezerwatywa, sięga statystycznie od 25% do 30%. Czystość przedmałżeńska i wierność małżeńska to jedyny pewny sposób zabezpieczenia się przed wirusem HIV. Natomiast prezerwatywa może być jedynie opóźniaczem zakażenia i śmierci. "Aborcja gwarantuje kobiecie prawo do decydowania, czy chce być matką czy też nie" Takie twierdzenie wynika z niezdolności do logicznego myślenia. Jest rzeczą oczywistą, że kobieta ma niezbywalne prawo decydowania o tym, czy chce być matką, czy nie. Tyle tylko, że aborcja nie ma nic wspólnego z tym prawem! Aborcja dotyczy bowiem wyłącznie tych kobiet, które już są matkami. Mają ona wtedy jedynie do wyboru następujące dwie możliwości: mogą być matką dziecka żywego lub matka dziecka zabitego. Ale matką pozostaną już na zawsze. Decyzja o macierzyństwie może zapaść jedynie wcześniej, czyli zanim dojdzie do poczęcia dziecka. "Dobrze przeprowadzona aborcja nie jest szkodliwa dla zdrowia matki" Takie przekonanie to kolejny przejaw ignorancji, gdyż jest ono niezgodne ze stanem wiedzy na ten temat. W wielu przypadkach aborcja powoduje stany zapalne narządów rodnych, nowotwory, bezpłodność oraz dramatyczne powikłania psychiczne i moralne. Wystarczy poznać wyniki licznych już badań, by uwolnić się z niebezpiecznych złudzeń co do tego, że aborcja nie jest szkodliwa dla organizmu matki. Oto konkretny przykład takich badań. Lekarze z Uniwersytetu w Seattle przeprowadzili badania na temat związku między aborcją a rakiem piersi. Były to największe badania w historii, a uczestniczyło w nich kilkaset tysięcy kobiet. We wrześniu 1994 r. wyniki tych badań obiegły cały świat. W Polsce opublikowała je między innymi "Gazeta Wyborcza" w listopadzie 1994 r. Okazało się, że jeśli aborcji poddaje się kobieta do 18-tego roku życia i jest to jej pierwsza ciąża, to prawdopodobieństwo raka piersi wzrasta u niej 800 razy w stosunku do kobiet, które nie poddały się aborcji. Poddanie się aborcji w wieku późniejszym i po wcześniejszym urodzeniu innych dzieci także powoduje wyraźny wzrost zachorowań na raka piersi, chociaż nie jest już to wzrost aż tak drastyczny. Lekarze amerykańscy odkryli mechanizm, który powoduje związek raka piersi z aborcją. Otóż od momentu poczęcia dziecka do szóstego miesiąca ciąży organizm matki wydziela hormony, które powodują zmiany w piersiach. W siódmym miesiącu ciąży pojawiają się hormony, które kontrolują i zamykają ten proces. Jeśli matka podda się aborcji, wtedy hormony kontrolujące rozrost piersi się nie pojawią i stąd tak wielkie prawdopodobieństwo zmian nowotworowych. "Uważam, że sejm słusznie postąpił pozwalając na aborcję ze względów społecznych" Po pierwsze, Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że ustawa ta jest niezgodna z prawem, gdyż życie ludzkie jest chronione przez polską Konstytucję, natomiast dobre warunki materialne czy społeczne nie są gwarantowane konstytucyjnie (poza tym według jakich kryteriów można określić, jakie warunki są dobre?). Po drugie, ustawa pozwalająca zabijać dzieci nie narodzone z powodu trudnych warunków społecznych czy ekonomicznych, jest wyrazem okrucieństwa parlamentarzystów. Opiera się bowiem na następującej logice myślenia: jeśli kobieta jest w ciąży i znajduje się w trudnej sytuacji społecznej, to państwo jej nie pomoże, np. zwalniając ją na kilka lat z podatków (parlamentarzyści nie są w trudnej sytuacji materialnej, a mimo to zwolnili samych siebie z podatków). Jeśli więc kobieta sama sobie nie poradzi, to niech zabije własne dziecko. To rzeczywiście wyjątkowo okrutna oferta „pomocy” ze strony posłów. Tymczasem podstawowym obowiązkiem parlamentarzystów jest tworzenie praw umożliwiających wszystkim rodzinom godne życie i wychowanie potomstwa w warunkach, które nie wymagają heroizmu. "Czy być wolnym to robić to, co się chce i do niczego się nie zobowiązywać?" Gdyby taka była natura wolności, to najbardziej wolne byłyby małe dzieci, a także ludzie chorzy psychicznie oraz przestępcy. Obie te grupy kierują się rzeczywiście zasadą: robię to, co mi się podoba i do niczego się nie zobowiązuję. Gdy spotykam młodych ludzi, którzy prezentują powyższy sposób myślenia na temat wolności, odnotowuję bardzo ciekawe zjawisko. Otóż ich aspiracjom, by być wolnym od norm moralnych, prawnych czy społecznych nie towarzyszy aspiracja, by być równie wolnym od lenistwa i lęków, od alkoholu, papierosów i narkotyków, od agresji i przemocy, od pieniędzy czy telewizji. Tymczasem naprawdę być kimś wolnym, to opowiadać się po stronie miłości i prawdy, a nie po stronie nienawiści czy fikcji. To także podejmować zobowiązania, które są przecież podstawowym przejawem ludzkiej wolności. Ci, którzy do niczego się nie zobowiązują, nie korzystają ze swojej wolności, gdyż prawdziwa wolność to zdolność decydowania się na rzecz miłości i prawdy. opr. mg/mg
Obaj autorzy są ludźmi młodymi i wbrew temu, co sądzi się o zakonnikach, nie oderwanymi od rzeczywistości. Jak sami mówią o sobie w jednym z kazań, ojciec Jakub był kiedyś gitarzystą w kapeli metalowej, a ojciec Leonard pasjonował się sportem... Jako osoby młode i spotykające się z osobami młodymi, starają się odpowiedzieć na nurtujące rozmówców pytania. A czasem są to pytania trudne. Dlaczego nie mogę uprawiać seksu przed ślubem z kimś, kogo kocham? Dlaczego nie mogę z nim mieszkać? Albo czy kopiowanie programów z internetu jest kradzieżą - i w takim razie grzechem? Obaj ojcowie odpowiadają zwięźle - i niestety stereotypowo. Jeżeli szukamy w ich słowach sensacji, zdecydowanie się rozczarujemy, bo w końcu obaj są przedstawicielami Kościoła i jako tacy muszą przedstawiać jego stanowisko. Stąd np. usprawiedliwiają i uzasadniają trudne (dla mnie przynajmniej, choć jestem osobą niepraktykującą) do zaakceptowania zachowania czy zasady, jak np. odmowę chrztu dziecka. Jednak jak sądzę, książeczka nie ma być dyskusją z poglądami, a właśnie wyrażeniem stanowiska. Ktoś chce wiedzieć, co Kościół mówi na temat sztuki? Proszę bardzo - mówi to i to. O wolnej woli? Nie ma sprawy. Czytelnikowi starszemu, który potrzebuje być przekonany do czyjejś racji książka zdecydowanie nie wystarczy, a może dać poczucie... hmm... unikania sedna rzeczy, krążenia po obrzeżach i ściemniania, ale sądzę, że nie do takiego czytelnika jest skierowana. A raczej do takiego, co wierzy ( a więc nie musi rozumieć), i którego tylko trzeba w tej wierze umocnić. Jeśli ma też trafić do osób młodych, to zdecydowanie też popieram jej myśl przewodnią - kochaj bliźniego samego jak siebie samego. Jedno należy zaliczyć książeczce na minus. Nie przekonuje mnie idea przenoszenia kazań z wersji filmowej na papier, a zwłaszcza w formie niezmienionej. Siła tego, co proponują ojciec Jakub Waszkowiak i ojciec Leonard Bielecki leży w bezpośrednim oddziaływaniu. Także w intonacji, mimice, gestach, zachowaniu, czego absolutnie nie oddaje pisanie w nawiasach "śmiech" czy temu podobne. Pozbawione tej otoczki kazania obu franciszkanów stają się co najmniej mało przekonujące. Zdecydowanie wolałabym - jeżeli już obaj ojcowie chcieli swoje nauki przelać na papier - aby nieco rozszerzyli argumentację, wydłużyli poszczególne kazania ( w końcu tym razem nie ogranicza nikogo czas antenowy) i - nie ukrywajmy - lepiej je stylistycznie dopracowali. Papier, choć daje możliwość powrotu do co ciekawszych fragmentów i wielokrotnego czytania, niestety też odsłania wszystkie niedoróbki.
dlaczego nie należy współżyć przed ślubem